Wychodzę z domu, szybka odprawa: klucze, telefon, portfel. Jeśli wszystko jest – mogę wychodzić. Lecz co z tego, skoro znowu wyszedłem za późno? Teraz trzeba koczować na przystanku, aż nadjedzie kolejny miejski rumak szynowy. Jak zwykle w takich sytuacjach minuty mają dziwną właściwość wydłużania się, ale co mogę na to poradzić? Czekać szybciej? Dlaczego więc nie wyciągnąć 3DS’a, który leży w plecaku lub telefonu z kieszeni i oderwać myśli od szukania wymówki dla kolejnego spóźnienia?

Dobra, czas na opcję nr.1 – konsola Nintendo szybko ląduje w moich łapach i po chwili zabieram się za pokonywanie kolejnych trenerów Pokemon. Ale coś jest nie tak. Nie bawię się przy tym tak dobrze jak w domowym kącie. Sprzęt z którego korzystam bez wątpienia przyciąga wzrok pozostałych osób, które tak jak ja, utknęły na przystankowej wyspie i czekają na komunikacyjny ratunek. Wtedy w mojej głowie zaczyna odzywać się głosik, szepczący: „Nie jesteś za stary na takie zabawki stary byku?”. Rzeczywiście, starsze panie, odprowadzające wnuki do szkół i przedszkoli z zażenowaniem patrzą na mnie, podczas gdy młode pokolenie z fascynacją zerka na ekran urządzenia, które trzymam. Zdecydowanie czuję się nieswojo.

Wreszcie! Nadjechał tramwaj i wkrótce dostarczy mnie tam gdzie powinien, ale to wciąż jakieś 20 minut bezczynności. 3DS spoczął na dnie torby jeszcze zanim otworzyły się drzwi pojazdu, a mój wewnętrzny leń nie ma ochoty go wyciągać. Zwłaszcza, że telefon mam w kieszeni, pod ręką. Hmm, to w co by tu pograć? Pokemon GO już dawno zdążyło mi się znudzić, a poza tym, dopiero co łapałem stworki na przystanku. To może Hearthstone? Przecież w tej karciance niepostrzeżenie znikają mi kolejne wieczorne i nocne godziny. Boję się jednak, że tak samo szybko zniknie naładowana bateria w moim smartfonie. A przecież nie zabrałem ładowarki, bo po co? Ok, dawno nie odwiedzałem mojej wioski z Clash of Clans i schronu z Fallout Shelter. Po 5 minutach kazało się, że wszyscy zdrowi (poza śmiałkiem, który parę miesięcy temu udał się na postnuklearne pustkowia). Wróciłem więc do punktu wyjścia.

Właśnie dlatego nie potrafię jarać się Nintendo Switch. Konsolą, która będzie można traktować zarówno jako sprzęt stacjonarny, jak i przenośny. Pierwsze wideo, jakie wypuściło Nintendo pokazuje uśmiechniętych ludzi, którzy biorą ze sobą Switch na spacer z psem lub na spotkanie z przyjaciółmi. W moim przypadku to się na pewno nie sprawdzi. Jedyny argument, który jakoś do mnie trafia, to granie podczas dalekich podróży. Długie godziny spędzone w autobusie, pociągu lub samochodzie, niemal rozpływają się w powietrzu podczas zabawy z 3DS’em lub tabletem. Ale czy to wystarczający powód, żeby kupić Nintendo Switch? O konsoli wciąż nie wiadomo wszystkiego. Być może wraz z przyszłorocznymi ogłoszeniami zmienię podejście, ale obecnie nie czuję, jakby to była konsola dla mnie.

Gracie regularnie w tramwajach, autobusach lub na przystankach? Jeśli tak, to w co?

Reklamy